MMAfists.pl

Dawka informacji ze świata MMA

Felieton

Fighterzy o których słuch zaginął #3 Piotr Piotrowski

Witamy w kolejnym felietonie pt. ”Fighterzy o których słuch zaginął”. Dziś omówimy sobie historię niegdyś znajdującego się w TOP 5 wagi ciężkiej w Polsce fightera Piotra Piotrowskiego (4-2). W pewnym momencie kariery zawodnik ten był bliski stoczenia pojedynku dla organizacji KSW, jednak ciężka kontuzja spowodowana wypadkiem pokrzyżowała jego plany. W 2010 roku podczas swojej czwartej walki w zawodowym MMA po dwóch zwycięstwach z rzędu stanął do pojedynku z byłym zawodnikiem Kamilem Walusiem (4-5). Starcie to zakończył po 40 sekundach nokautując Warszawiaka sierpem, i jak się okazuje wcześniej łamiąc mu kość udową.

”Z Walusiem walczyłem kiedy był w najlepszej formie. Walka ułożyła mi się dobrze bo nadział się na potężny lowkick, kość udowa mu pękła i już oddal walkę. Kamil dopóki idzie po jego myśli jest dobrym zawodnikiem. Na treningach walczy dobrze, niestety jak złamiesz mu psychikę jest twój.” – opisał dla nas Piotr

Walkę później reprezentant Nokaut Zambrów, stanął do pojedynku z faworyzowanym niepokonanym wówczas Szymonem Bajorem (20-8). Starcie to odbyło się podczas mocno eksponowanej Gali Mistrzów w 2011 roku, gdzie w głównej walce wieczoru zobaczyć mogliśmy na przeciw siebie dwóch olimpijczyków Pawła Nastulę (5-6) oraz Andrzeja Wrońskiego (0-1). Pojedynek ten obfitował w masę ciekawych akcji z obydwu stron. Finalnie to Piotrek ubił Szymona ciosami w 2 rundzie zmuszając sędziego do przerwania. Sam zawodnik wspomina to starcie następująco:

”Z Bajorem ciężka walka bo na bardzo dużej aktywności jak na wagę ciężką. Tak też wesoło wspominam bo wychodząc na walkę w dresach nie założyłem spodenek i mój narożnik z Jankiem Błachowiczem musiał biec do szatni żeby je przynieść. Dochodziłem do siebie po niej z tydzień czasu ale nie z powodu ciosów bo tych nie przyjąłem za wiele. Ale płuca bolały mnie przez tydzień po walce i ciężko mi się oddychało. Ogólnie po walce podłączyli mnie pod tlen bo miałem problemy z oddechem. Już w trakcie walki coś czułem, że słabo z kondycją a do drugiej rundy wyszedłem i nie odklepałem jego dźwigni. Bo powiedziałem sobie i wyobrażałem ze syn to ogląda i się nie poddam. Ale uwierz tlenowo dochodziłem do siebie aż do nocy.”

Po raz ostatni pochodzącego z Zambrowa zawodnika oglądać mogliśmy w lutym 2012 roku podczas gali Draka MMA: Governor’s Cup 6, która odbyła się w Rosyjskim mieście Chabarowsk. Stanął wówczas na przeciw lokalnego bohatera, który miał okazję walczyć dla m.in. WSOF Evgeny’ego Erokhina (21-7). Starcie to zakończyło się po 17 sekundach na korzyść Rosjanina. Zakończył on ten pojedynek przez TKO. Popularny ”Oyama” tak wspomina ten pojedynek:

”Walka na Syberii była ustawiona wszyscy, którzy przyjechali przegrali z gospodarzami. Wsadzili nas w samolot gdzie podróż trwała kilkanaście godzin. Następnie noc w hotelu, tyle że przez zmianę strefy czasowej (u nich noc u nas dzień) nie mogłem zasnąć ze względu na zmiany. Zero aklimatyzacji. Już wychodząc do walki czułem się jakbym dostał obuchem. Zrobili z nas takie mięso armatnie.”

Czym obecnie zajmuje się ten zawodnik? Przekonajmy się!

”Witam wracam powoli do formy. Pracuje w wojsku, a powodem zawieszenia kariery był wypadek samochodowy i choroba. Po 8 latach przerwy mimo, że lekarze nie dawali szans wróciłem do używalności. Przez chorobę straciłem prace w policji bo nie przeszedłem komisji lekarskiej ale jak widać przeszedłem po tym jak się uparłem, że wrócę do formy i do służby ale tym razem w wojsku. Co ciekawe jak byłem w swoim primie ważyłem 112 kg mięśnia. W trakcie choroby ważyłem już 85 kg kości. Obecnie już 105 kg.” – skomentował Piotr Piotrowski

Kilka walk w formule MMA w wykonaniu tegoż zawodnika:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Założyciel Portalu oraz naczelny redaktor. Zainteresował się MMA przy okazji pierwszej gali KSW w klatce (KSW 27), dzięki temu wydarzeniu na bieżąco śledzi wszystkie gale zarówno w Polsce jak i za granicą. Od początku poczuł, że ten sport będzie jego pasją. Największy polski fan Sebastiana Przybysza. Bardzo szanuje zawodników, którzy nie kalkulują i po prostu ''idą na bitkę''.