MMAfists.pl

Dawka informacji ze świata MMA

Felieton

Fighterzy o których słuch zaginął #2 Jacek Czajczyński

Czas na drugi artykuł z cyklu ”Fighterzy o których słuch zaginął”. Dziś na tapetę weźmiemy niegdyś czołowego zawodnika kategorii ciężkiej w Polsce Jacka Czajczyńskiego (7-8-1). Mimo ujemnego oraz wyrównanego rekordu w swojej karierze podejmował się starć z takimi zawodnikami jak Michał Andryszak (20-8) czy Szymon Bajor (20-8), wygrywając je kolejno przez poddanie oraz decyzję. Pokazuje to iż zawodnik ten nie wybierał sobie przeciwników.

Reprezentował nas także poza granicami naszego kraju tocząc bój w 2013 roku z niepokonanym wówczas Kenem Hasegawą (16-4-1) na gali Real Fight MMA Championship 3 w Chinach. Wtedy też po trzech wyrównanych rundach pojedynku sędziowie orzekli remis. Polak ponownie zaskoczył lokalną publiczność, która skazywała go na porażkę. W 2014 roku walczył również na gali ACA w Groznym z dobrze znanym polskim fanom Zelimkhanem Umievem (11-3), niestety obdarzony większymi warunkami fizycznymi Rosjanin zdominował Polaka zapaśniczo zwyciężając jednogłośną decyzją.

Po raz ostatni pochodzącego z Częstochowy zawodnika oglądać mogliśmy w grudniu 2015 roku na gali w Real 3 w Japonii. Wówczas ”Godzilla” zmierzył się z młodym Brazylijczykiem Luisem Santosem (3-0). Brazylijski parterowiec po trzech pełnym rundach wypunktował Polskiego zawodnika jednogłośną decyzją sędziów. Co ciekawe był to jedyny rywal w karierze Santosa, z którym przewalczył pełny dystans.

Kilka walk w formule MMA w wykonaniu tegoż zawodnika:

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Założyciel Portalu oraz naczelny redaktor. Zainteresował się MMA przy okazji pierwszej gali KSW w klatce (KSW 27), dzięki temu wydarzeniu na bieżąco śledzi wszystkie gale zarówno w Polsce jak i za granicą. Od początku poczuł, że ten sport będzie jego pasją. Największy polski fan Sebastiana Przybysza. Bardzo szanuje zawodników, którzy nie kalkulują i po prostu ''idą na bitkę''.